Jessica Jones:Alias [RECENZJA]

2016-06-15 19:39:24 (ost. akt: 2016-06-15 20:38:36)

Jessica Jones nie przypomina innych bohaterek Marvela. Nie chodzi w obcisłym stroju, nadużywa alkoholu i nie dba o to, że papierosy powodują raka i choroby serca.

Jessica Jones:Alias [RECENZJA]

Autor zdjęcia: Mucha Comics

Na początku w superbohaterach doszukiwaliśmy się cech boskich. Mieli być zbawcami przychodzącymi z innych planet lub równoległych rzeczywistości. Później widzieliśmy w nich personifikację lęków związanych z postępem technologicznym. Z czasem herosi zaczęli stawać się coraz bardziej ludzcy. Sali się bliżsi wybitnym jednostkom, niż bogom. Wciąż byli nie tylko silniejsi, ale także bardziej idealni.

Jessica Jones nie jest idealna. Co więcej, jej problemy z alkoholem, facetami i paranoje lokują ją raczej w miejscu aspołecznej jednostki, która funkcjonuje gdzieś między wizytami u terapeuty, a leczeniem kaca po zapitej do rana nocy – a nie supebohaterki w trykocie. Niby była kiedyś w Avengers, ale tak naprawdę, to Kapitan Ameryka nawet nie do końca ją kojarzy. Niby ma supermoce, ale sama w zasadzie nie wie jakie. Jeżeli chce się skontaktować z Fantastyczną Czwórką, to musi czekać w kolejce, albo kontaktować się przez infolinię. Zamiast latać na tajne misje z herosami, woli rozwiązywać drobne sprawy detektywistyczne.

Tak właśnie zaczyna się komiks Briana Michaela Bendisa i Michaela Gaydosa „Jessica Jones: Alias”. Wizytą kolejnego klienta agencji detektywistycznej Alias.



Części z was na pewno Jessica Jones znana jest z serialu zrealizowanego przez Netflix. Mi serial nie przypadł do gustu, dlatego też do komiksu wydanego przez Mucha Comics podszedłem bez większych emocji. Byłem trochę zaciekawiony, ale jednak nie czekałem na niego zbytnio. Powinienem jednak bardziej ufać doborowi tytułów serwowanych przez warszawskie wydawnictwo. Serialowa Jessica to przy komiksowy pierwowzorze, jakaś uboga wariacja na temat świetnego scenariusza Bendisa.

Jest w tym komiksie coś, co urzekło mnie w powieści graficznej „Watchmen” Allana Moora. Chodzi o to jak można wprowadzić superbohaterów w świat zwykłych ludzi i pokazać ich z perspektywy normalności. Sama Jessica Jones przypomina bohaterów czarnych kryminałów. Bo w zasadzie jest to opowieść noir, a nie komiks superbohaterski. Mroczne historie, zlecenia, żony zdradzające mężów i spiski na najwyższych szczeblach władz, a między tym wszystkim zmęczona i znudzona pani detektyw. Plansze rysowane przez Gaydosa idealnie uzupełniają naprawdę dobry scenariusz Bendisa. Mroczne kadry oddają chropowaty charakter historii.

Michał Krawiel

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB