Co zostanie po Erwinie Kruku? Opowiada Jan Chłosta i inni

2017-04-30 19:00:00 (ost. akt: 2017-04-30 18:21:02)

O „Nieobecności” znawcy literatury mówią: arcydzieło. O nim samym, że był samotny, odtrącony i niewiele mówił. Zbigniew Chojnowski, Alfred Czesla, Jan Chłosta i Mariusz Sieniewicz opowiadają o twórczości Erwina Kruka. Co po nim zostanie?

Erwin Kruk

Erwin Kruk

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Oczywiście był poetą języka polskiego, twórcą rzeźbiącym w języku polskim, ale przede wszystkim myślał o sobie, że jest reprezentantem kultury mazurskiej ― mówi prof. Zbigniew Chojnowski, badacz jego twórczości. ― Mówiąc banalnie: w centrum jego twórczości zawsze stał człowiek ze swoimi tragediami, nadziejami, kompleksami.
― Był moim sąsiadem ― opowiada dr Jan Chłosta, który zajmuje się dziejami Warmii i Mazur. ― Mieszkaliśmy na tej samej ulicy, on po stronie parzystej, ja po stronie nieparzystej. On był Mazurem, ja Warmiakiem. Spotykaliśmy się często i znaliśmy doskonale.

Zetknąłem się z nim w roku 1960. Wybieraliśmy się chyba na biwak. On był już wtedy studentem, ja związałem się ze „Słowem na Warmii i Mazurach”. To był człowiek bardzo skromny, ale wiedziałem, że drukował. Pierwszy tomik ― „Rysowanie z pamięci” — wyszedł w 1963 roku.
Był zamknięty w sobie, małomówny. W jakimś sensie dźwigał w sobie to swoje dzieciństwo, tę całą sytuację, jaka rozgrywała się w jego mazurskich stronach ― wspomina Chłosta.

Kiedy rozmawiamy, ma przed sobą otwartą „Kronikę z Mazur”. Na jego biurku leżą też „Szkice z mazurskiego brulionu” i „Spadek”. W nich ― autobiograficzne, a więc mazurskie wątki, stały element twórczości Kruka. O tym osobistym wymiarze twórczości mówi Alfred Czesla, doktor socjologii, którego z Krukiem łączy, jak sam mówi, wspólnota doli.
Czesla, podobnie jak Kruk, bardzo wcześnie stracił rodziców, trafił do domu dziecka i wreszcie — podobnie jak Krukowi — udało mu się zdobyć wykształcenie. Obaj działali na rzecz Mazurów, ich języka i tożsamości.
― Erwin Kruk zasłużył się wielotorowo. Bronił Mazurów na płaszczyźnie działalności społecznej. Stowarzyszenie mazurskie próbował powołać 11 razy ― wspomina Czesla. ― Nie lubił biurokracji, niepotrzebnych trudności. Uważał, że jeśli jest idea, to po prostu należy ją wdrożyć. Jest też działalność typowo literacka. Cokolwiek pisał, zawsze poruszał temat Mazurów. Idea była jedna: zintegrować Mazurów, ewangelików ― dodaje.

Zmarłego przyjaciela porównuje do Dostojewskiego.
― Na sprawy mazurskie uwrażliwiał dzieci i wnuki. Robił w rodzinie to samo, co w całej społeczności warmińsko-mazurskiej ― pamięta. ― Rodzina była dla niego bardzo ważna. Pamiętam, jak już po śmierci Erwina, jego 6-letni wnuk pytał babcię: „Babciu, czy ja będę mógł dzwonić do dziadka na komórkę?”. Pani Swietłana tłumaczyła, że to niemożliwe, bo jego już nie będzie. Wnuk jednak cały czas dzwonił. Wierzył, że dziadek się odezwie.
Alfred Czesla przytacza utwory z tomu „Nieobecność”. M.in. wiersz o wnuczce, która pierwsze kroki stawiała w Walii, nie na Mazurach. Kolejny o tym, że wnuczka nie mówi po mazursku, że mówi w „swoim” języku.
― Ale trudno wskazać wybrane utwory, bo wiersze Kruka stanowią jednorodny, a jednocześnie bogaty wewnętrznie świat ― analizuje prof. Chojnowski. ― Ze względu na charakter tej twórczości wskazane jest widzieć ją jako całość. Krukowi udaje się stworzyć odrębną, duchową rzeczywistość. Ma rozpoznawalny język poetycki, niepowtarzalny klimat. Widać to zwłaszcza w tomach wydanych po roku 1980: „Z Krainy Nod”, „Znikanie” i w ostatnim tomie „Nieobecność”. Niektórzy znawcy poezji polskiej mówią, że to arcydzieło.

Prof. Chojnowski o Erwinie Kruku usłyszał jeszcze w liceum.
― Mówiono o nim „nasz wspaniały pisarz, poeta”. Z drugiej strony w latach 80. jawił mi się jako człowiek odtrącony, samotny, pozbawiony wsparcia. Przeczytałem najpierw „Poezje wybrane”, a zaraz potem wszystkie powieści i tomiki wydane przed rokiem 1984. O jego twórczości napisałem esej „Światło północy”. Do dziś jestem wierny temu określeniu. Dla mnie Erwin Kruk był, jest i będzie światłem północy.
Prof. Chojnowski już planuje zebranie i uporządkowanie tej twórczości.
― Bo z jednej strony są książki, często pokiereszowane przez cenzurę, które nie były wznawiane. Z drugiej jest rozmaita twórczość rozproszona. A w domowym archiwum państwa Kruków znajdziemy pewnie jeszcze rękopisy ― mówi prof. Chojnowski.
I dodaje: ― Po Kruku mamy wspomnienia, jego wspaniałą działalność kulturotwórczą, jego inspiracje i atmosferę, którą wnosił w działalność literacką Warmii i Mazur. W gronie literaturoznawców i miłośników literatury polskiej Erwin Kruk jest jasnym i trwałym punktem odniesienia dla myślenia o literaturze współczesnej i naszym regionie.

O Erwina Kruka pytamy też Mariusza Sieniewicza, prozaika i aktywistę społecznego.
― Taka jest polska specyfika, że wolimy stawiać pomniki niż konkretyzować myśli ludzi, których uznajemy za wielkich i mądrych ― mówi. ― Recepcyjna świadomość poezji Kruka jest nikła. Na pewno jego poczucie wykluczenia wynikało też z tego, że nie funkcjonował w przestrzeni debaty społecznej. Nie przegadaliśmy, nie przepracowaliśmy sobie ani historii, ani egzystencjalnych doświadczeń ludzi, którzy tu żyli przed nami albo którzy za naszą sprawą zostali zmuszeni do emigracji.

Pod tym względem Kruk jest bardzo aktualny i warto próbować tę literaturę przekuć na rozmowę o lokalnej społeczności, dlaczego jesteśmy tacy, a nie inni. Nasze społeczeństwo jest pozbawione tożsamości ― mówi.
I dodaje: ― Ostatnio zastanawialiśmy się w gronie przyjaciół, jak sprawić, by Kruk nie został zapomniany. Pokusiłbym się o wielką kampanię społeczną i wydawniczą „Kruk w każdym domu”, żeby zamiast wydawać wielkie konferencyjne dzieła, sprawić siłami instytucji i mediów, żeby „Kronika z Mazur” czy „Z krainy Nod” miały szanse znaleźć się w domach olsztyniaków jako swoista „biblia” tego miejsca. To taki krok do budowania tożsamości.
Alfred Czesla nie ma wątpliwości, że o Erwinie Kruku jeszcze usłyszymy. Co warto odkrywać? Czesla przytacza dwa tytuły, ostatnie w literackim dorobku mazurskiego mistrza:

― To „Znikanie” i „Nieobecność”. To rozliczenie z losem mazurskim. Bo widać w nich, jakby się poddawał, jakby chciał pokazać, że stał się bezsilny w końcówce swojego życia. Było mu przykro.

Hanna Łozowska

Erwin Kruk urodził się w 1941 r. w Dobrzyniu, zmarł w marca 2017 r. w Olsztynie; pisarz, poeta i dziennikarz, senator I kadencji (1989–1991). Na zdjęciu podczas uroczystości przyznania mu tytułu doktora honoris causa UWM w czerwcu 2016 r.

Komentarze (6) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. anja z purdy #2235582 | 81.190.*.* 1 maj 2017 16:16

    ja ni wim co pozostanie ale zapytam mojego brygadziste to un odpowi a ja potem napiesze ,,wasza anjaa z purdy

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Irena Kopańska #2235549 | 82.177.*.* 1 maj 2017 14:26

    Jego pisarstwo nie dla każdego.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Olsztyniak #2235330 | 46.169.*.* 1 maj 2017 04:34

      Co zostanie po Erwinie Kruku ? Tyle co po każdym- trochę spróchniałych kości. O jego twórczości za pięć lat nikt już nawet nie wspomni- będą nowi.

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. Do Mazura: #2235308 | 83.6.*.* 30 kwi 2017 23:41

      Sieniewicz? a któż to taki? Chodziłem z nim do szkoły. Tuman nad tumany to był.... a teraz prozaik??? haha....hahah....

      ! - + odpowiedz na ten komentarz

    3. Mazur #2235227 | 83.24.*.* 30 kwi 2017 20:56

      Ciekawe czy Mariusz Sieniewicz zada sobie kiedyś pytanie o "recepcyjną świadomość" swojej prozy?

      Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz