Tu leżą Beksińscy, pocałujcie ich wszystkich w d... - recenzja filmu „Ostatnia Rodzina”

2016-10-03 19:47:19 (ost. akt: 2016-10-04 07:15:29)

„Panie Matuszyński, mam nadzieję, że pan tego nie spieprzył”, napisał ktoś na forum, a zdanie obiegło wszystkie portale. Reżyser, Jan P. Matuszyński filmu nie spieprzył. Ci, którzy na film czekali miesiącami, po drodze czytając „Portret podwójny”, znakomitą książkę Magdaleny Grzebałkowskiej i dzienniki Zdzisława Beksińskiego zredagowane przez Jarosława Skocznia, mogą odetchnąć z ulgą.

Tu leżą Beksińscy, pocałujcie ich wszystkich w d... - recenzja filmu „Ostatnia Rodzina”

Autor zdjęcia: Kino Świat

Reżyser podjął się zadania niezwykle trudnego. Mnóstwo materiałów nagranych przez Mistrza Beksińskiego znajduje się w internecie.

Każdy może bez wysiłku sprawdzić jak mówił, zachowywał się Mistrz, jak krzątała się po kuchni prawdziwa Zofia. Każdy może posłuchać wywodów marszanda Dmochowskiego. I w ten prosty sposób ocenić na ile twórcy przenieśli postacie do filmu. Co o samych aktorach? Andrzej Seweryn jest mistrzowski: sympatyczny, ciepły, zwykły, ironiczny – po prostu doskonały Beksiński. Aleksandra Konieczna, która jak sama w wywiadach przyznaje długo zastanawiała się jak zagrać rolę „łagodnej firanki”, też jest świetna.

Ciężko się jej słucha pod koniec, gdy choroba już mocno wpływa na sposób i tempo jej mówienia. Jedna z ostatnich scen z udziałem aktorki - rozmowa z mężem przy pralce, jest momentem, którego nie sposób zapomnieć: wzrusza, bawi i przeraża jednocześnie. Taki zresztą jest cały film. Próżno szukać w nim patosu, efekciarstwa czy sztucznie wywoływanych wzruszeń. Akcja toczy się leniwie i chociaż zachowano chronologię, nie zawsze kolejne sceny wynikają z poprzednich. Jesteśmy w środku, podglądamy Beksińskich przy obiedzie, podczas kolacji wigilijnej. Razem z Zofią zaglądamy do jednej i drugiej matki, towarzyszymy Zdzisławowi podczas pracy. Kamera krąży między mieszkaniem rodziców, a mieszkaniem Tomka. W tym miejscu dochodzimy do najsłabszego punktu... Tomasz Beksiński od początku wydawał mi się osobą antypatyczną. Postać wykreowana przez Dawida Ogrodnika jest nie tylko antypatyczna, jest po prostu nieznośna. Nie przypominam sobie ani jednej chwili podczas seansu, żebym pomyślała o nim coś pozytywnego, chociaż bywały momenty, że po ludzku było mi go żal. Mam wrażenie, że Ogrodnik zebrał wszystkie wstrętne nawyki, tiki, paskudną manierę w mówieniu i stworzył z
tego postać Tomasza Beksińskiego. Czy Tomasz był aż tak odpychającą postacią? Według mnie nie. Ani nie wił się jak wąż w konwulsjach gdy mówił, ani też nie mamrotał w tak irytujący i niewyraźny sposób.

Czy był rozkapryszonym, niedojrzałym, egoistycznym facetem, któremu z braku obowiązków i depresji mieszało się w głowie? Bez wątpienia. Widzimy chorą matkę jak zasuwa w pocie czoła, sprzątając mu mieszkanie, a on w podzięce demoluje kuchnię rodziców. W tym czasie ojciec nagrywa całe zajście. Widzimy Tomasza jak wchodzi do pracowni i bez ceregieli zabiera obraz Zdzisława, jak rzuca w przedpokoju puste słoiki (zapewne aby wymienić na pełne), wreszcie widzimy jak ojciec znajduje go martwego. „Gratuluję”- rzucone przez ojca do syna, który w końcu znajduje upragnioną śmierć i wybuch śmiechu na widowni starczy za cały komentarz. Takich momentów w filmie jest więcej. Nie ma nadęcia. Matuszyński nie wystawił Beksińskiemu pomnika. Zapewniał, że film nie będzie hagiografią i słowa dotrzymał. Jeśli po lekturze „Portretu podwójnego” miało się ochotę Beksińskich przytulić, to po seansie „Ostatniej Rodziny” ma się ochotę przytulić ich jeszcze mocniej i poznać bliżej, a to przecież już niemożliwe. To nie jest film przy którym można szlochać, chociaż scena śmierci Zdzisława jest przerażająca. My wiemy co się wydarzy, on nie. Jest pogodny, trochę nieporadny, zupełnie nieświadomy
niebezpieczeństwa. Pewnie nieprzypadkowo kałuża krwi, która zostaje po Mistrzu zdaje się nawiązywać do obrazu wiszącego na ścianie w przedpokoju.

„Ostatnia Rodzina”to film, który sprawia, że nie chce się wyjść z kina.Dosłownie chwyta za gardło i nie chce puścić. „Stoicie tak daleko od siebie, że ja was nie mogę objąć"- mówi Zofia do męża i syna, a nam, którzy znają historię rodziny jest po prostu bardzo przykro. Świat po seansie jest już zupełnie inny niż przed nim. To kandydat do filmu roku. Co najmniej.

Katarzyna Guzewicz

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. trewqasz #2086258 | 89.229.*.* 11 paź 2016 19:41

    Zawsze zachwyty w recenzjach a potem okazuje sie ze to mdłe oschłe guwno jak film o Magiku, żenada dekad.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Jestem Gienek #2079372 | 88.156.*.* 4 paź 2016 05:44

    Jakiego Zbigniewa obraz, Tomasz bez ceregieli zabiera?

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz