Łucja z Na Wspólnej: Piękna, młoda, zdolna i... z Olsztyna

2016-02-06 08:00:00 (ost. akt: 2016-02-05 10:54:38)
Łucja z Na Wspólnej: Piękna, młoda, zdolna i... z Olsztyna

Magdalena Łoś: Mam cudownych rodziców. Są na każdym spektaklu premierowym. Jestem im wdzięczna za wszystko

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Od półtora roku telewidzom znana jako Łucja z „Na Wspólnej”. Magdalena Łoś z Olsztyna, aktorka teatralna i serialowa, opowiada o swojej pracy, malarstwie i marzeniach.

— Na Facebooku wrzuca pani sporo zdjęć z planu serialu „Na Wspólnej”.
— Bo bardzo lubię pracę na planie! Jest naprawdę bardzo przyjemnie. Praca w serialu to ważna cześć mojego życia. Dwa lata temu, jedna z agentek przyszła na otwarcie naszego teatru, który mieścił się w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Obejrzała spektakl z moim udziałem, który jej się spodobał. Poszłam na casting, na którym teoretycznie nie powinno mnie być. I po prostu dostałam rolę.

— Jaka jest Łucja, którą pani gra?
— To radosna osoba o łagodnym usposobieniu. Bywa porywcza i zazdrosna, jak każdy, ale potrafi się do tego przyznać i przeprosić. Typ anioła. Jest zakochana i w każdym momencie stara się wspierać swojego chłopaka. Niestety przez swoją dobroduszność łatwo poddaje się manipulacjom.

Mam wrażenie, że wszystko w moim życiu wskazywało na to, że zajmę się aktorstwem. Były zajęcia z tańca, ze śpiewu, zajęcia przy Teatrze Jaracza. Wtedy już wiedziałam, że zajmę się właśnie teatrem.


— A gdzie lepiej się pani czuje: na deskach teatru czy planie serialowym?
— Tego zupełnie nie da się porównać, to są dwa różne doświadczenia. Przyjemne jest jedno i drugie. Chociaż jak schodzę z teatralnej sceny, to czuję się taka oczyszczona (śmiech). Na planie jest trudniej, bo są duble. Wszystkie emocje trzeba odtwarzać wielokrotnie, a czasu jest niewiele. Ja po każdym dublu mam takie poczucie, że można zagrać lepiej. W teatrze nie ma odwrotu, trzeba grać od początku do końca.

— Teraz gra pani na deskach warszawskiego Teatru XL w „Korpo — Story”.
— Tak, gram despotyczną postać, która posiada wszystkie cechy stereotypowej szefowej. Jest wyrachowana, fałszywa, jest manipulantką. Jej głównym sposobem motywowania swoich podwładnych jest groźba, że w swojej recepcji ma już przygotowanych stos cv na każde miejsce (śmiech). Mimo trudnego charakteru, jest to jednak postać komediowa. Każdy z widzów rozpoznaje w niej cechy swojego szefa i być może dlatego wzbudza to nieśmiały śmiech na widowni. Wydawało mi się z początku, że to będzie trudna rola, ale po jakimś czasie zaskoczyło i chyba dobrze to wychodzi.

— Gra pani w Warszawie, ale jest pani przecież rodowitą olsztynianką. Kiedy pani opuściła rodzinne miasto?
— Hmm, po maturze. To było chyba jakieś... sześć lat temu.

— Jaka pani młodziutka!

— (śmiech)

— Które liceum pani kończyła?
— Piąte.

— Często pani tu przyjeżdża?
— Teraz już coraz rzadziej, ale staram się odwiedzać rodziców i znajomych z czasów licealnych.

— Kiedy pani odkryła, że teatr to jest to?
— Nie wiem, czy był taki moment. Mam wrażenie, że wszystko w moim życiu wskazywało na to, że zajmę się aktorstwem. Były zajęcia z tańca, ze śpiewu, zajęcia przy Teatrze Jaracza w Olsztynie w Gońcu Teatralnym. Wtedy już wiedziałam, że zajmę się właśnie teatrem. Od dziecka do tego mnie ciągnęło.

— Rodzice nie mieli nic przeciwko?
— Nie, mam cudownych rodziców. Moi rodzice są na każdym spektaklu premierowym. Tacy rodzice to naprawdę skarb. Jestem im bardzo wdzięczna za wszystko.

— Trudno było dostać się do szkoły teatralnej?
— Zdawałam do trzech szkół państwowych: w Warszawie, Krakowie i we Wrocławiu. Doszłam do różnych etapów. W Warszawie dostałam się do szkoły Machulskich. Egzamin wyglądał bardzo podobnie: interpretacja tekstu, śpiew, teoretyczny egzamin z historii sztuki. Studia to był dla mnie szok. Po maturze przeniosłam się do Warszawy, byłam tam kompletnie sama. Na początku miałam problemy z mieszkaniem. Musiałam też zdobyć pracę. Pracowałam za marne grosze w przychodni. Potem leciałam do szkoły, do domu wracałam późno. To był dla mnie trudny czas. Ale w szkole było wspaniale, rodzinna atmosfera. Zapominałam wtedy na chwilę, że jest mi ciężko.

— Teraz już pani odetchnęła i ma więcej czasu dla siebie?
— Teraz wszystko sobie poukładałam. Cieszę się, że nie musze już latać do tej przychodni. W międzyczasie podejmowałam się też innych zajęć, np. byłam stewardessą. Pracowałam po to, żeby móc grać. Ale gra w serialu w „Na Wspólnej” sprawiła, że mogłam wszystkie inne prace odstawić na bok. Chodzę na castingi i szukam kolejnych ról.

— Wiemy już, co za panią. A co przed panią?
— Na pewno chciałabym zagrać w jakimś filmie fabularnym. To jedno z moich marzeń.

— Między wami, aktorami, możliwa jest przyjaźń?
— Z tymi aktorami, z którymi ja mam do czynienia, tworzymy rodzinę. Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci, skończyliśmy tę samą szkołę, jesteśmy zespołem. Na castingach siłą rzeczy rywalizuje się ze sobą, skoro walczy się o tę samą rolę. Ale to nie jest nic nienaturalnego.

— A poza aktorstwem jest coś, co panią pochłania?
— Tak. Maluję. I właśnie wczoraj sprzedałam obraz (śmiech).

— O, gratuluję!
— Dziękuję. W malarstwie inspiruję się filmami i kadrami z filmu. Studiuję edukację artystyczną. Myślałam, że maluję dla siebie, ale skoro sprzedałam obraz, to chyba jednak nie tylko dla siebie (śmiech).

— Zawsze była pani taką artystyczną duszą?
— Zawsze, ale nigdy tego nie rozwijałam, nie uczyłam się tego. Trzy lata temu poszłam na edukację artystyczną w zakresie sztuk plastycznych. Wydawało mi się, że to bardziej kierunek pedagogiczny. Że nie bardzo się na nim rozwinę. Ale są tam pracownie malarskie i warsztaty. Nauczyłam się grafiki, rysunku, malarstwa. Poszłam w tym kierunku, żeby obronić dyplom z malarstwa. I chyba już tak zostanie.

— A na życie prywatne znajduje pani czas?
— Tak! Spędzam ten czas z przyjaciółmi z teatru. I nie wiem, czy to jest już życie prywatne, czy jeszcze praca (śmiech).

— Jest pani zakochana?
— Jestem. I ta znajomość dobrze rokuje...

Rozmawiała Aleksandra Tchórzewska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB