Chcę być szczęśliwy, a nie bogaty

2015-03-29 14:00:00 (ost. akt: 2015-03-29 13:56:17)

— Chcę być szczęśliwy, a nie bogaty — mówi Filip Popławski. Samouk, który wcześniej rysował głównie dla siebie, dostał się na prestiżową Akademię Sztuk Pięknych z maksymalną liczbą punktów. Jego prace można teraz oglądać w Olsztynie.

Chcę być szczęśliwy, a nie bogaty

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Filip Popławski ma 19 lat i bardzo nie lubi się pokazywać. — Wygląda jak artysta romantyczny — śmieje się Wanda Popławska, mama Filipa, olsztyńska stomatolog. Nawet ona była zaskoczona, że w Filipie jest taki talent. — Sama interesuję się sztuką od dawna, bardzo dużo widziałam. Jeszcze jako studentka dużo jeździłam po Europie autostopem. W Holandii na przykład na każdym kroku można znaleźć impresjonistów. Bywałam i we Włoszech, i we Francji — opowiada Popławska. W Warmińsko-Mazurskiej Izbie Lekarskiej miała kilka wystaw swoich prac.

W takiej atmosferze dorastał Filip. Jak mówi mama, że malować zaczął w drugiej klasie ogólniaka. Skończył V Liceum Ogólnokształcące w Olsztynie. — Nikt go tego nie uczył, a ja do malowania go nie namawiałam, bo sądziłam, że i tak pójdzie na politechnikę — dodaje.

Sam Filip opowiada, jak w swoim pokoju zawsze nad czymś pracował. Dla siebie, dla zabawy. W gimnazjum był czas na to, żeby zacząć zastanawiać się nad dalszymi wyborami. Nie tylko szkoły średniej pójść, ale też nad tym, co dalej.

Zaczął myśleć o architekturze. Byłoby to połączenie jego ścisłego umysłu z umiłowaniem rysunku. Zapisał się nawet na zajęcia, które miały za zadanie przygotować go na studia. — Poszedłem raz czy dwa i stwierdziłem, że architektura to jednak nie dla mnie. Zrezygnowałem — mówi. — A poza tym stwierdziłem, że nie mam zamiaru bać się tego, co ludzie powiedzą. Wiedziałem, że mama mnie kocha bezwarunkowo i zaakceptuje każdą moją decyzję. Mama wierzy we mnie strasznie.

Stanęło na tym, że Filip postanowił zdawać na Akademię Sztuk Pięknych w Gdańsku. Dopiero wtedy zaczął umawiać się na prywatne lekcje z Adamem Cieślakiem, nauczycielem Liceum Plastycznego w Olsztynie. Przez kilka miesięcy spotykał się z nim raz w tygodniu.

W rodzinie dr Popławskiej na ścianach były prawdziwe obrazy. Nie jakieś tanie reprodukcje, ale oryginalne prace artystów. Razem chodzili na wystawy, odwiedzali wszystkie ciekawsze lub większe europejskie galerie.
Niedługo przed egzaminami na studia Filip razem z mamą wybrał się na kilkugodzinne warsztaty w Gdańsku. Do namalowania była modelka — leżąca, skulona niemal w kłębek.

— Już wtedy pani, która tam była, zwróciła uwagę, że Filip wybrał sobie najtrudniejsze ujęcie, bo od strony stóp modelki — mówi dr Popławska. Filip Popławski, samouk, dostał się na ASP za pierwszym razem, uzyskując 100 punktów na 100 możliwych z egzaminu praktycznego.

— Na początku studia strasznie mi się podobały. Potem stwierdziłem, że są mi one właściwie niepotrzebne. Bez studiów też mógłbym się rozwijać. Jestem indywidualistą i straszliwie się tu buntuję. Nie chcę się podporządkowywać, a tego profesorowie czasami wymagają — mówi Filip Popławski. — Ale mam zasadę, że nigdy niczego w życiu nie żałuję.

Filip długo się bronił przed założeniem kont na portalach społecznościowych. Ale w końcu, jak mówi, uświadomił sobie, że jakoś trzeba swoje prace promować. Wrzucił trochę zdjęć swojej twórczości na Instagram. Tam namierzył go Maciej Lewandowski z Teatru Jaracza w Olsztynie. Od słowa do słowa i powstała wystawa, którą do końca kwietnia można oglądać w teatrze.

mk

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB