Ucieczka

2014-07-10 09:08:31 (ost. akt: 2014-07-10 09:14:25)

"[...]Pojedziemy taksówką do Ciebie i będziemy się kochać. Taka perspektywa wyraźnie poprawiła nastrój Władziowi..." - zapraszamy do przeczytania humoreski naszego dziennikarza obywatelskiego, Jana Burcza.

Ucieczka

Autor zdjęcia: sxc.hu

U C I E C Z K A



- Muszę mieć drabinę sznurową. Gdybym chciała wyjść schodami i głównym wyjściem to psy postawiłyby cały dom na nogi.

- Dobrze Grażynko. Jutro będziesz miała. Pocałował Ją w czoło, potem w usta. Mocno przytulił i głaskał po włosach. Kochali się już siódmi miesiąc. Miał 24 lata, a ona 23. Od 14-go roku życia był sierotą. Wychowywała go Babcia. Skończył trzyletnią szkołę budowlaną i poszedł do pracy. Kosztem dużych wyrzeczeń, zaocznie, uzyskał tytuł technika budowlanego. Pracował ciężko, ale zarabiał przyzwoite pieniądze i marzył o rodzinie.

Dwa tygodnie temu, po raz pierwszy, był poproszony na obiad do rodziców Grażynki. Szedł tam bez entuzjazmu, bo wiedział od niej, że nie spełnia oczekiwań rodziny. Ojciec był chirurgiem, a Matka kardiologiem. Mili prywatną klinikę w Warszawie na Woli i trzy córki. Najmłodsza Kasia chodziła do ogólniaka, średnia Edyta była studentką medycyny, Grażyna nie chciała się uczyć, więc po maturze Ojciec zatrudnił Ją u siebie w administracji.

Pan Zborowski, jak na chirurga przystało lubił alkohol i władzę, tak w pracy jak i w domu. Według Jego kryteriów kandydat na zięcia zaczynał się od inżyniera, ewentualnie magistra, ale najlepszy byłby doktor. Na tym obiedzie, Władzio, bo tak miał na imię nasz bohater, zastał Pana domu w stanie „ wskazującym …” Wszystkie panie były zdenerwowane. Coś wisiało w powietrzu.

- Tatusiu poznaj mojego kolegę Władysława – wyszczebiotała Grażynka.

- Kolegę powiadasz? I tu głowa rodziny czknęła.

- A czym ten kolega się zajmuję?

- Jestem majstrem na budowie. Spokojnie odpowiedział Władek.

- My już mamy piękny dom i nic nie będziemy budować! I gospodarz zaczął się histerycznie śmiać ze swojego wątpliwego dowcipu. Władek chciał uciekać. Powstrzymała go Grażynka. Matka uśmiechnęła się do Niego życzliwie. Jakoś dobrnął do końca.

Wyszli przed dom. Grażynka ściskała dłoń Władzia i przepraszała za Ojca. On jest zawsze taki nie znośny gdy sobie popiję – tłumaczyła. Pojedziemy taksówką do Ciebie i będziemy się kochać. Taka perspektywa wyraźnie poprawiła nastrój Władziowi.

Parę kroków dalej był postój taksówek i na ich widok wyskoczył z za kierownicy rosły mężczyzna.

- To jest Pan Geniu, powiedziała Grażynka. To taki nasz prawie prywatny taksówkarz, wozi całą naszą rodzinę, a najczęściej Ojca gdy nie może prowadzić swojego mercedesa z wiadomych przyczyn.

Gdy już nacieszyli się sobą, zaczęli zastanawiać nad swoją przyszłością. Ustalili, że Dorotka porozmawia z Matką, a Matka z Ojcem o ich ślubie. Jeżeli nie zgodzą się to ucieknie z domu i zamieszkają razem z Babcią. Zgody nie było. Pozostała ucieczka. Kiedy w czwartek po południu Grażynka kończyła pakować drugą walizę, wpadła do jej pokoju Kasia.

- Dokąd wyjeżdżasz? A … uciekasz?

- Jeżeli piśniesz komuś słowo to Cię zamorduję.

Tak jak było umówione, o pierwszej w nocy, Władek stał pod oknem i wyłapywał walizki. Grażynka zeszła po drabinie i zaczęła dzwonić po taksówką. Natychmiast, jak z pod ziemi zjawił się Pan Geniu.

- Teraz już na zawsze będziesz moja. Wyszeptał Władek gdy taksówka ruszyła.

Na miejscu, Grażynka zapytała: - Panie Geniu ile płacimy? – Nic. Pani Ojciec opłacił ten kurs wczoraj wieczorem jak był na spacerze z psami. Bardzo hojnie opłacił !!!


Jan B. Burcz

Zobacz inne teksty autora na jego profilu.

Źródło: Platforma Dziennikarstwa Obywatelskiego

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB