Zakończenie cyklu mistrzowskich recitali fortepianowych

2013-06-13 14:43:03 (ost. akt: 2013-06-14 12:50:55)
Zakończenie cyklu mistrzowskich recitali fortepianowych

W czwartek 20 czerwca w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej usłyszymy koncert fortepianowy w wykonaniu Jana Lisieckiego pod batutą Piotra Sułkowskiego. W programie koncert Wolfganga Amadeusa Mozarta i Fryderyka Chopina.

- Przed każdym koncertem czuję odpowiedzialność i wielką radość. Wykonuje dzieła wielkich mistrzów w innych czasach, niż powstały. Muzyka klasyczna pozwala się zatrzymać i zwolnić, pozwala odpocząć i zajrzeć w siebie - mówił w wywiadzie dla Newsweeka Jan Lisiecki, którego już 20 czerwca usłyszymy w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej.

ZAKOŃCZENIE CYKLU MISTRZOWSKICH RECITALI FORTEPIANOWYCH W FILHARMONII WARMIŃSKO-MAZURSKIEJ

20 czerwca (czwartek) 2013 r., godz. 19.00, sala koncertowa Filharmonii

Jan Lisiecki – fortepian
Piotr Sułkowski – dyrygent
Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej

Program:

Wolfgang Amadeus Mozart – XX Koncert fortepianowy d-moll KV 466
Allegro
Romanze
Allegro assai


Fryderyk Chopin – II Koncert fortepianowy f-moll op. 21
Maestoso
Larghetto
Allegro – vivace

Bilety w cenie 50 zł normalny 40 zł ulgowy do nabycia w kasie filharmonii pon.-śr. w godz.10-18.00 oraz w czwartek 10-19.00

Jan Lisiecki – fortepian
Tylko trzej pianiści polskiego pochodzenia nagrywali dla Deutsche Grammophon: Krystian Zimerman, Rafał Blechacz i Jan Lisiecki. Ostatni z nich jest jednocześnie najmłodszym artystą w historii, który podpisał kontrakt płytowy z tą uznaną niemiecką wytwórnią. Rzadko który artysta w tak młodym wieku łączy naturalność z techniczną wirtuozerią i darem dojrzałej interpretacji. Lisiecki gra z młodzieńczą świeżością i głębią sędziwego mistrza.

W wieku sześciu lat Jan marzył o występie w Carnegie Hall. W wieku lat trzynastu spełnił swoje marzenie. Ten wysoki blondyn o niebieskich oczach koncertował już w Ottawie przed królową Wielkiej Brytanii. Grał także w Filharmonii w Warszawie. Na krótko przed jego osiemnastymi urodzinami, pod koniec marca, zadzwonił do niego Claudio Abbado z prośbą, czy nie zastąpiłby Marthy Argerich na koncercie w Bolonii.
Zaczynał, jako cudowne dziecko, którego karierze publiczność przyglądała się z uwagą i ciekawością. Dziś osiemnastolatek, zbiera mnóstwo pochwał i oklasków.

Urodził się w 1995 roku w Calgary, w rodzinie emigrantów z Polski; mówi po polsku i zachował polskie obywatelstwo.
Naukę gry na fortepianie rozpoczął w wieku 5 lat w Konserwatorium Uniwersytetu Mount Royal.

Zadebiutował koncertem z orkiestrą w wieku 9 lat. Występował m.in. w Carnegie Hall, Avery Fisher Hall, Kaufman Hall, Barbican Centre, Sallle Pleyel, Salle Cortot, Wiener Konzerthaus, Berliner Konzerthaus, Gasteig, Seoul Arts Centre oraz w wielu innych salach koncertowych USA, Włoch, Wielkiej Brytanii, Szkocji, Brazylii, Francji, Polski, Japonii, Chin, Korei, Gwatemali i Kanady, z takimi orkiestrami jak m.in. New York Philharmonic, BBC Symphony Orchestra, Orchestre de Paris, National Arts Centre Orchestra, L'Orchestre Symphonique de Québec, Minnesota Orchestra, i L'Orchestre Symphonique de Montréal.

Współpracował z takimi mistrzami batuty jak Daniel Harding, Paavo Järvi, Antonio Pappano, Antoni Wit. Swoim koncertem otwierał międzynarodowy festiwal w Seulu w Korei. Grał także dla królowej brytyjskiej Elżbiety II przed 100-tysięczną publicznością, która się zebrała na Parliament Hill w Ottawie.
Ceniony jest na całym świecie za swój poetycki i dojrzały styl. Mimo młodego wieku ma już na koncie kilka prestiżowych nagród, m.in. Révélations Radio-Canada Musique 2010 oraz Jeune Soliste des Radios Francophones 2011. Krytycy nazywają go „unikalnym talentem”, „arystokratą fortepianu”, podkreślają jego „zdumiewającą poetykę i pełne wyobraźni interpretacje”.

W wieku 15 lat podpisał kontrakt z Deutsche Grammophon. Jego debiutancka płyta ukazała się w kwietniu 2012.
Pianista daje także koncerty na rzecz organizacji charytatywnych, m.in. David Foster Foundation, Polskiej Organizacji Humanitarnej oraz Wish Upon a Star Foundation. W czerwcu 2008 otrzymał od UNICEFu w Kanadzie tytuł „National Youth Representative”.

W styczniu 2011, z trzyletnim wyprzedzeniem, ukończył szkołę średnią Western Canada High School w Calgary. Od września 2011 studiuje w Glenn Gould School of Music w Toronto.




XX Koncert fortepianowy d-moll KV 466 Wolfganga Amadeusa Mozarta (1756-1791) nosi datę ukończenia 10 lutego 1785 roku i jest pierwszym z zaledwie dwóch koncertów fortepianowych w tonacji molowej, obok ukończonego rok później (24 marca 1786) Koncertu c-moll KV 491.

Słuchając tych dzieł, pełnych mrocznego dramatyzmu, wręcz tragizmu, można by pomyśleć, że było dwóch Mozartów. Jeden – to człowiek swojej epoki, rozfiglowany galant, tryskający humorem, energią i pomysłami.

A obok niego drugi Mozart – taki, jakiego parędziesiąt lat później przedstawiali romantycy: notujący upiorne głosy z zaświatów, przerywające szampańską zabawę w operze Don Giovanni, czy piszący posępne Requiem w przeczuciu własnej śmierci, również w tonacji d-moll. Ale właściwie jak te dwie strony życia – radosną i tragiczną – rozdzielić, kiedy splatały się one ze sobą?

Bo przecież wspomniane wyżej lata, to w życiu Mozarta czas bardzo twórczy i ożywiony. Od 1781 roku jest artystą wolnym, żyje w Wiedniu na własny rachunek po zerwaniu z niewdzięczną służbą u arcybiskupa Hieronima Colloredo w Salzburgu. Trzy lata minęły od sukcesu, jaki odniosła w teatrze dworskim jego opera Uprowadzenie z seraju – i od zawarcia małżeństwa z Konstancją Weber; w czerwcu 1783 urodził mu się pierwszy syn, któremu dane było przeżyć tylko dwa miesiące, zaś we wrześniu 1784 roku – drugi, Carl Thomas Mozart, który w przyszłości miał wybrać karierę urzędniczą w Mediolanie.

Od jesieni 1784 Wolfgang Amadeusz należy do loży masońskiej, gdzie w owe stosunkowo beztroskie lata współbracia wolnomularze zajmują się nie tyle zbawianiem
świata, co muzyką, grą w karty i wesołym biesiadowaniem. I dosłownie rozrywa się między pokusami towarzyskimi, komponowaniem, udzielaniem lekcji, uczestnictwem w szeregu koncertów, często organizowanych na własny rachunek i przynoszących całkiem niezły zysk.

Mozart „płynie na fali”. Coś z atmosfery tego szalonego życia znajdziemy w jego liście do ojca w Salzburgu, pisanego w karnawale 1784/85:
... I jeszcze jedna prośba, bo moja żona nie daje mi spokoju. Zapewne wie Ojciec, że teraz jest karnawał i że tu tak samo tańczą jak w Salzburgu i w Monachium. I dlatego chciałbym bardzo – tylko, aby nikt o tym nie wiedział – pójść na bal przebrany za arlekina, bo tu na redutach dużo jest arlekinów, ale same osły.

Więc proszę Ojca o przysłanie mi kostiumu arlekina, ale musiałoby to być prędko... W zeszłym tygodniu wydałem w moim mieszkaniu bal, rozumie się składkowy, każdy z kawalerów płacił dwa guldeny. Zaczęło się o szóstej, a skończyło o siódmej. Co? – tylko jedną godzinę? Nie, nie, o siódmej rano!
W marcu 1785 Mozart gości u siebie przybyłego z Salzburga z wizytą ojca, nareszcie pogodzonego
z nieakceptowanym wcześniej małżeństwem syna. I ważne wydarzenie: podejmuje w swoim domu samego Józefa Haydna, niekwestionowany autorytet dla muzyków wiedeńskich.

Wraz z ojcem, przy współudziale dwóch arystokratycznych amatorów muzyki, baronów Tinti, przegrywa Haydnowi swoje świeżo skomponowane kwartety, które mu był poświęcił. Mistrz jest zachwycony i w takich słowach zwraca się do Leopolda Mozarta:
Jak mi Bóg miły i jakem człowiek honoru, syn Pana jest największym kompozytorem znanym mi osobiście bądź ze słyszenia; ma smak, i co więcej, olbrzymią wiedzę o komponowaniu.

W ciągu tych kilku lat, między rokiem 1782 a 1786, powstała ponad połowa z wszystkich 27 koncertów fortepianowych Mozarta. Pisał je na własny użytek koncertowy i osiągnął w tej formie szczyty doskonałości. Trzeba przy tym podkreślić, że są to koncerty fortepianowe, a nie klawesynowe: ich twórca dysponował już udoskonalonym instrumentem Johanna Andreasa Steina, wyposażonym m.in. w mechanizm wymykowy i w pedał podnoszący tłumiki, co zwiększało – jak podkreślał konstruktor – możliwość stopniowania siły dźwięku, pozwalało przedłużać jego trwanie, a tym samym osiągać śpiewność gry. Czyli dokładnie to, czego nie mógł dać klawesyn. Zaś Mozart w listach do ojca wspominał, że na instrumencie Steina może „grać ekspresyjnie”.

Możliwości brzmieniowe fortepianu przekładały się w koncertach Mozarta na większą swobodę kształtowania proporcji partii solowej i orkiestry; pozwalało to na ich kontrastowanie, to znów na stapianie się ich we wspólnych brzmieniach symfonicznych. W powstałych w tym czasie koncertach znajdziemy bogatą paletę nowych możliwości. Jest wśród nich Koncert C-dur KV 467, arcydzieło klasycznego stylu, a także Koncert A-dur KV 488, obfitujący w momenty pastelowe i pełne poezji, którego nota bene część druga, nokturnowo rozmarzone Adagio w melancholijnym stylu „epoki burzy i naporu”, przypomina, że Romantyzm jest tuż-tuż za progiem.

Lecz pod względem siły ekspresji z niczym nie dadzą się porównać wspomniane oba koncerty w tonacjach mollowych. Antycypują już one dramatyczny, namiętny, pełen kontrastów styl Beethovena; ten styl, który wkrótce i romantycy uznali za sobie bliski. I to Beethoven właśnie napisał później kadencje do I i III części koncertu d-moll.


II Koncert fortepianowy f-moll op. 21 Fryderyka Chopina (1810- 1849) zawsze polskim słuchaczom kojarzyć się będzie z Warszawą młodości kompozytora, miastem, które – gdy po Kongresie Wiedeńskim brutalnie załamały się nadzieje na niepodległość kraju – wszystkie najlepsze siły skupiło na polu nauki i kultury.

W ciągu niezwykłego piętnastolecia 1815- 1830, zakończonego Powstaniem Listopadowym, nauce polskiej i edukacji młodych pokoleń patronowały takie autorytety jak Stanisław Staszic, Samuel Bogumił Linde (autor monumentalnego słownika języka polskiego), czy młodszy od nich Joachim Lelewel; młodych muzyków (wśród nich Chopina) kształcił Józef Elsner, teatr pod kierunkiem Wojciecha Bogusławskiego i Karola Kurpińskiego prezentował premiery najnowszych oper Rossiniego i Webera, zaś na gościnne występy zjeżdżały gwiazdy europejskich estrad: śpiewaczka Angelika Catalani, skrzypkowie Niccoló Paganini i Karol Lipiński, pianiści Maria Szymanowska i Jan Nepomucen Hummel...

Właśnie echa stylu Hummla, a także innego z ówczesnych wpływowych mistrzów klawiatury: twórcy nokturnów Johna Fielda, można usłyszeć w powstałych za tamtych lat dwóch koncertach fortepianowych Chopina. Stylu zwanego brillant – „błyskotliwego” – łączącego klasyczną elegancję formy i śpiewność z popisową wirtuozerią, pełną biegników i zgrabnych figuracji. Koncert f-moll op 21 Fryderyka Chopina (wcześniejszy od Koncertu e-moll op 11, mimo późniejszego numeru opusu), usłyszała warszawska publiczność 17 marca 1830 roku w Teatrze Narodowym, w wykonaniu 20-letniego wówczas kompozytora, na krótko przed jego wyjazdem do Paryża.

Wyjazdem na zawsze – ale wtedy nikt jeszcze nie mógł tego przewidzieć. Orkiestrą dyrygował Karol Kurpiński. Wcześniej utwór przegrywany był parokrotnie na koncertach domowych w ścisłym gronie rodziny i przyjaciół.

To jedno z tych dzieł, które wprowadzają słuchacza w sam środek zaczarowanego kręgu wyobraźni romantyzmu. Zwłaszcza część druga, sławne Larghetto, romantyczny nokturn, przerwany w środku dramatyczną deklamacją fortepianu na tle tremola smyczków, należy do najpiękniejszych kart muzyki młodego artysty. Nie pytajmy, jakim sposobem dwudziestoletni Chopin odkrył tyle sekretów i możliwości fortepianu.

Zwłaszcza, że towarzyszy temu koncertowi sentymentalne przesłanie pierwszej miłości, jaką, pisząc te nuty, kierował ku śpiewaczce Konstancji Gładkowskiej, niebieskookiej blondynce, córce burgrabiego zamku warszawskiego, którą zobaczył był i usłyszał po raz pierwszy na koncercie w Konserwatorium wiosną roku 1829.

Finał Koncertu to brawurowe, taneczne rondo: mazurki z kujawiakiem. A finał tej pierwszej miłości? Gładkowska już w 1832 roku wyszła za mąż za bogatego ziemianina, Grabowskiego. Podobno jednak przez całe życie pieczołowicie przechowywała listy Fryderyka. Spaliła je przed śmiercią.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB