Recenzja filmu "Miłość", inspirowanego olsztyńską seksaferą

2013-04-24 16:18:35 (ost. akt: 2013-04-24 14:21:22)
Recenzja filmu Miłość, inspirowanego olsztyńską seksaferą

Autor zdjęcia: Mat. dystrybutora

Zachęcamy do przeczytania recenzji filmu "Miłość" autorstwa Tomasza Błońskiego.

""Miłość" to film o tym, że miłości nie ma, ale pewne okoliczności pozwalają na to, żeby się wydarzyła". Tak o najnowszym filmie Sławomira Fabickiego mówiła ostatnio Julia Kijowska, odtwórczyni głównej roli, w wywiadzie udzielonym radiowej Trójce. I jest to chyba najbardziej trafne podsumowanie jakie można przedstawić o tej produkcji. O ile bowiem niedawny film Michaela Haneke pod tym samym tytułem, był miłością przesycony w każdej minucie, tak w tym obrazie tego uczucia jest jak na lekarstwo. Właściwie zastajemy już tylko jego szczątki, wyblakłe pozostałości, które zastąpiło przywiązanie, niepewność, zazdrość i łzy. Po tych zgliszczach kiedyś pięknego, uwznioślającego uczucia poruszają się Maria i Tomek, młode małżeństwo, które spodziewa się pierwszego dziecka. Mieszkają w nowocześnie urządzonym domu, nie mają problemów materialnych, wydawać by się mogło, że życie układa im się dobrze. W ich związek coraz śmielej wkrada się jednak zazdrość, gdy szef Marii coraz śmielej ją podrywa, a później przekroczy granice, których przekraczać nigdy nie powinien. Ustabilizowane życie zacznie się rozsypywać, a to co dobre zostanie zastąpione przez złość, niedowierzanie i w końcu nienawiść.

Dawno nie widziałem filmu, który byłby tak potwornie depresyjny, który byłby tak przygniatający prawie w każdej kolejnej scenie. I choć nieszczęścia nie wylewają się tu z ekranu wodospadem, choć w sumie jest to obraz bardzo stonowany (nikt tu nawet na siebie nie krzyczy przesadnie), to jednak jego ogólna wymowa jest okrutnie pesymistyczna. Aż ciężko się po nim podnieść, od razu wrócić do własnej rzeczywistości. Miłości nie ma. To uczucie to chwila, choć piękna, jednak ulotna. Zdarza się na początku znajomości by szybko stać się wspomnieniem, które staje się podstawą do przyzwyczajenia, jedynego elementu jaki scala dawnych zakochanych. Gdy to staje się codziennością jedynym ratunkiem wydaje się dziecko, ale to wyjście tylko pozorne, które zamiast łączyć i odbudowywać jeszcze bardziej dzieli, rozbija i oddala niegdysiejszych zakochanych. Miłość, prawdziwa miłość wydaje się być uczuciem nieosiągalnym, które choć widoczne wśród starszych pokoleń, przy nich wydające się być proste, możliwe, naturalne, należy jednak do minionych czasów, przeszło do historii i teraz jest już całkiem niedostępne. Tak by można było sądzić przyglądając się poczynaniom głównych bohaterów. Pytanie tylko, czy to co ich łączyło kiedykolwiek było miłością, a w związku z tym czy obecny stan jest naprawdę jej brakiem? Czy nie było to zwykłe zauroczenie, które nie miało prawa przetrwać próby czasu i udanie stawić czoła bolesnej rzeczywistości? Może dlatego bohaterowie tak miotają się w sobie, podejmując kolejne, coraz bardziej nielogiczne decyzje, nie rozumiejąc siebie nawzajem ani siebie samych. Próbując ratować coś co nigdy nie istniało, poradzić sobie z obecną sytuacją, choć problemy zaczęły się dużo wcześniej. Szkoda tylko, że ich charaktery ograniczają się do pewnych oczywistych póz, wyznaczonych przez schemat. Ona jest stroną winną z założenia, podporządkowaną, przepraszającą. On jest zamkniętym w sobie, impulsywnym samcem, który przez urażoną dumę nie potrafi odpuścić, spojrzeć trzeźwo na całą sytuację.

Sam film sprawia niestety wrażenie jakby był sprzed kilku lat. To typowe polskie kino, które wyróżniają występy aktorskie - spokojny Marcin Dorociński, świetna Julia Kijowska oraz pojawiająca się zaledwie na kilka minut, ale najbardziej poruszająca Dorota Kolak w roli matki Tomka. Film zdecydowanie za bardzo przypominający zlepek oddzielnych scen niż obraz codziennych, małych obserwacji, które razem tworzą jednak wynikającą z siebie historię. Momentami zbyt filmowy, pragnący zaprezentować pewne sceny, usłyszeć pewne dialogi, bez względu na to czy padłyby naprawdę, czy zdarzyłyby się w rzeczywistej sytuacji. Obraz beznadziei, przytłoczenia, umęczenia, którego obserwacja bardziej niż wzruszać, zmuszać do przemyśleń, irytuje i denerwuje, przez co wielokrotnie aż chciałoby się wejść przez ekran do filmowego świata i trochę go poprzestawiać. Naprostować sytuację, potrząsnąć bohaterami, wybić ich z tego dołka w jakim się znaleźli, skrócić ich jak i naszą męczarnię. Denerwujący jest tu również dźwięk, taki jak kiedyś, niewyraźny, wyłapujący bardziej odgłosy otoczenia niż wypowiedzi aktorów, w które trzeba się specjalnie wsłuchiwać, by wszystkie w pełni wyłapać.

Tomasz Błoński - Czytaj więcej tekstów tego autora na blogu reviews.blox.pl

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. olsztyniak #1065690 | 5.173.*.* 25 kwi 2013 08:59

    Jaka seksafera w Olsztynie?.Nagonka,proces juz kilka lat winy nie sposób udowodnić.To film jak nie powinno zdobywać władzy.Ten sam czas wice-premier oskarżony,poseł skazany.Film na plotach to nie film.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz