Koncert Symfoniczny w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej

2013-04-22 18:35:09 (ost. akt: 2013-04-22 17:25:24)
Koncert Symfoniczny w Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej

Autor zdjęcia: Filharmonia Warmińsko-mazurska

W dniu 26 kwietnia 2013 r./piątek/ o godz. 19.00 zapraszamy do sali koncertowej Filharmonii na Koncert Symfoniczny zorganizowany przez Filharmonię wraz z Uniwersytetem Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie.

Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej poprowadzi młody dyrygent Łukasz Sidoruk. Studia dyrygenckie rozpoczął w 2008 roku w Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie pod kierunkiem Tomasza Bugaja (studia licencjackie) i Szymona Kawalli (studia magisterskie).

Solistą piątkowego koncertu będzie Wojciech Pyrć – fortepian. Pianista od 2008 roku jest studentem Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie fortepianu Bronisławy Kawalli. Wojciech Pyrć jest laureatem konkursów m.in.: V nagrody na Ogólnopolskim Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2011), I nagrody III Ogólnopolskiego Konkursu Muzycznego im. Juliusza Zarębskiego w Łomiankach (2003), II nagrody na Ogólnopolskim Przesłuchaniu Uczniów Klas Fortepianu Szkół Muzycznych Pierwszego Stopnia w Bydgoszczy, IV nagrody na Ogólnopolskich Przesłuchaniach Klas Fortepianu II st. w Krakowie (2004).

W programie piątkowego koncertu:
Mieczysław Karłowicz - Poemat symfoniczny Odwieczne pieśni op. 10
/Pieśń o wiekuistej tęsknocie, Pieśń o miłości i śmierci, Pieśń o wszechbycie/
oraz
Sergiusz Rachmaninow - III Koncert fortepianowy d-moll op. 30

Współpraca Olsztyna ze środowiskiem wyższej uczelni muzycznej w Warszawie ma bardzo długą tradycję, sięga czasów zaraz po wojnie, a w latach 50. I 60. była już bardzo ożywiona. Przyjeżdżali tu wtedy po swoje pierwsze doświadczenia estradowe tacy świeżo dyplomowani muzycy, jak Jerzy Maksymiuk, dzisiaj sławny dyrygent, wówczas – debiutujący pianista. I po dziś dzień odbywają się w Olsztynie dyplomowe koncerty dyrygentów, solistów, występujących z naszą orkiestrą pod okiem swoich pedagogów. Na przestrzeni ostatnich lat zmieniała się tylko nazwa samej uczelni – pierwotnie była to Państwowa Wyższa Szkoła Muzyczna w Warszawie, potem Akademia Muzyczna, obecnie jest to Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina.


Wprowadzenie :
Poemat symfoniczny Odwieczne pieśni Mieczysława Karłowicza (1876-1909) to tryptyk skomponowany w latach 1904-06, po ukończonych w roku 1901 studiach kompozycji w Berlinie u „wagnerysty” Heinricha Urbana. Muzyka wyrosła z melancholijnych nastrojów Młodej Polski, spowita modernistycznym spleenem, świetny przykład stylu epoki, której nieodrodnym synem był ów wybitnie utalentowany kompozytor polski.

Był to czas, gdy dominującym w Europie klimatem umysłowym stała się krytyka powszechnego do niedawna, powierzchownego optymizmu pozytywistów, gasnącego pod natarciem nastrojów schopenhauerowskiego pesymizmu i rozdarcia, co znalazło odbicie w wielu dziedzinach sztuki, nie wyłączając muzyki. Za jej pośrednictwem – jako sztuki „czystej, niezależnej, zdolnej dolecieć najdalej i najgłębiej” – twórcy starali się wyrażać niedopowiedziane tęsknoty za zjednoczeniem z Wszechbytem, za rozpłynięciem się w buddyjskiej nirwanie... Dla modernistów polskich ulubionym tłem takich medytacji były Tatry, świeżo odkryte w kręgach inteligencji krakowskiej i warszawskiej.

Po raz pierwszy Karłowicz przyjechał do Zakopanego latem roku 1889 z ojcem, Janem, wybitnym filologiem i etnologiem. Przyszły kompozytor, a także fotograf, taternik i działacz Sekcji Turystycznej Towarzystwa Tatrzańskiego, miał wówczas niecałe trzynaście lat – i był to dla niego początek ogromnej fascynacji, która zakończyła się 8 II 1909 roku jego tragiczną śmiercią, w wieku zaledwie 33 lat, pod lawiną śnieżną pod Małym Kościelcem. A sceneria tego dramatu przydaje szczególnej, symbolicznej wymowy jego muzyce.

Kim byłby, gdyby nie ta przedwczesna śmierć? Jak by się rozwinęła dalsza twórczość Karłowicza? W ciągu krótkiego czasu, jaki upłynął między skomponowanym w roku 1902 Koncertem skrzypcowym, uznanym przezeń za pierwszą kompozycję już dojrzałą, a ostatnimi poematami symfonicznymi: Stanisław i Anna Oświęcimowie, Smutna opowieść oraz dokończonym już po jego śmierci przez dyrygenta Grzegorza Fitelberga Epizodem na maskaradzie – kompozytor ten stał się najwybitniejszym i najoryginalniejszym twórcą polskim na polu symfoniki w początkach XX wieku. Jednocześnie zaś czynnie włączył się w działalność na rzecz muzyki w kraju: był członkiem zarządu Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, gdzie utworzył orkiestrę smyczkową, jako publicysta zabiegał o miejsce dla twórczości młodych kompozytorów w programach świeżo otwartej (w 1901 roku) Filharmonii Warszawskiej...

III Koncert fortepianowy d- -moll Sergiusza Rachmaninowa (1873-1943) otacza sława jednego z najtrudniejszych pod względem wykonawczym koncertów w całym repertuarze pianistycznym. Słuchając go trudno nie pamiętać, że jego twórca był pianistą-wirtuozem, gigantem klawiatury swoich czasów. Utwory na fortepian pisał przeważnie z myślą o własnych wykonaniach. Wykształcony w Rosji, gdzie kompozycji uczył go w Konserwatorium Moskiewskim m.in. Sergiusz Taniejew, uczeń Piotra Czajkowskiego, a fortepianu znakomity Aleksander Siloti (nota bene starszy kuzyn młodego studenta) – po rewolucji wyemigrował z kraju, od roku 1918 stale mieszkał w Stanach Zjednoczonych i tam znalazł się na szczytach kariery.

Jednak Koncert d-moll powstał jeszcze w Rosji. Komponował go Rachmaninow latem 1909 roku, w należącej do jego kuzynów wiejskiej posiadłości Iwanowka koło Tambowa. W tym samym roku powstał poemat symfoniczny Wyspa umarłych, zainspirowany oglądanym w Paryżu sztychem wg obrazu Boecklina. A w dorobku Rachmaninow miał już kilka znaczących pozycji. Były to, prócz dwóch wcześniejszych koncertów fortepianowych (w tym szalenie popularnego II Koncertu c- -moll), m.in. dwie symfonie (d-moll i e-moll), trzy opery: Aleko osnuta na motywach z Puszkina (której premierę wiosną 1893 w Moskwie oklaskiwał życzliwie Piotr Czajkowski, zmarły jesienią tego samego roku), Skąpy rycerz (również wg Puszkina) i Francesca da Rimini (wg Boskiej Komedii Dantego) oraz miniatury na fortepian: Pięć utworów op. 3 ze sławnym Preludium cis-moll i Dziesięć preludiów op. 23 z równie popularnym Preludium g-moll. Te dwa wymienione preludia, krótkie lecz efektowne, prędko stały się prawdziwymi przebojami.

Swój Trzeci koncert Rachmaninow zadedykował przyjacielowi, Józefowi Hofmannowi, którego uważał za największego pianistę tamtych czasów. Ale Hofmann nie zagrał go nigdy publicznie, podobno miał oświadczyć, że „to nie dla niego”. Prawykonania dokonał natomiast sam kompozytor. Nastąpiło to 28 listopada 1909 roku w Nowym Jorku, podczas jego pierwszego tournée po Ameryce. Zespołem New York Symphony Orchestra dyrygował wtedy Walter Damrosch. Dwa miesiące później kompozytor zagrał go tam jeszcze raz – tym razem pod batutą Gustawa Mahlera.

Rzecz charakterystyczna: dzieło tak wirtuozowskie, najeżone tyloma trudnościami, rozpoczyna się nadzwyczaj skromnie. Bez patetycznych wstępów, bez fanfar i dzwonów, jak to się dzieje w przypadku porównywanych z nim nieraz koncertów b-moll Czajkowskiego czy c-moll samego Rachmaninowa. Fortepian na tle orkiestry intonuje temat – prostą, wpadającą w ucho melodię – i od razu jesteśmy w samym środku rzeczy. Kompozytor zwykł opowiadać, że ta melodia „sama się napisała”. Dopiero później zaczynają się pianistyczne fajerwerki w stylu późnoromantycznej, dziewiętnastowiecznej wirtuozerii; nawet część środkowa koncertu, tradycyjnie wolniejsza, o charakterze nastrojowego nokturnu, inkrustowana jest pięknie dawkowanymi chwilami napięcia, aż wreszcie – bez przerwy, jednym ciągiem – przechodzi się do finału, w którym ów ton „rosyjski”, rozlewny, pobrzmiewający echami pieśni ludowej, konkuruje z wyrazistą rytmiką i kolorystyką. Tutaj już, podobnie jak w przypadku II Koncertu c-moll, słychać wyraźnie, że Rachmaninow to czystej krwi romantyk, kontynuator tradycji Czajkowskiego, zabłąkany w XX wiek...


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB