Tarantinowska jazda bez trzymanki

2017-11-05 18:00:00 (ost. akt: 2017-11-05 18:14:45)
Od lewej Katarzyna Trzeszczkowska, Natalia Lisicka i Adrianna Cudnik oraz  Robert Sanetra z

Od lewej Katarzyna Trzeszczkowska, Natalia Lisicka i Adrianna Cudnik oraz Robert Sanetra z

Autor zdjęcia: Teatr Jaracza

Do przedstawień dyplomowych często podchodzimy z rezerwą, bo występują w nich studenci, prawie aktorzy, bez większego doświadczenia. Ale na „Fazę Delta” możemy iść w ciemno. To znakomite przedstawienia, w które teatralna młodzież włożyła wszystko.

Tych słów używa się często i najczęściej nadużywa. Tym razem jednak to prawda — czwórka studentów Studium Aktorskiego wykonała swoje artystyczne, szalenie trudne zadanie znakomicie. A było arcytrudne. Ten spektakl to Tarantinowska jazda bez trzymanki, gdzie groza miesza się z żartem i gagiem. Aktorzy są bez przerwy w pełnej napięcia interakcji, w każdej chwili muszą być, ruszać się, reagować, odpowiadać, tańczyć.
Wszystko to po to, by opowiedzieć historię trzech dziewczyn, które nie pojechały na koncert Justina na żywo do Łodzi. Od razu trzeba podkreślić, ze wszystkie mówią sformatowanym językiem gimbazy i nosową dykcją ulicy. Wykonują podobne kanciaste gesty, podrygując nerwowo, jakby coś chciało z nich wyskoczyć.

Nie pojechały na Justina, więc poszły do pubu. Po wódce zarzuciły kwas i miały fazę. A my po części razem z nimi, bo wchodzimy w świat wirującego srebra i czerwieni, stroboskopu i pospiesznej narracji. Granica między ich wizjami a rzeczywistością jest nieostra, więc z właściwą odurzeniu logiką wchodzą we wspólną fazę delta, co prowadzi do katastrofy.

Wszystko to, co dzieje się na scenie jest precyzyjnie rozpisane i zagrane. To zasługa reżysera Gabriela Gietzky'ego oraz całego zespołu — scenografki Marii Kanigowskiej, autora muzyki Marcina Nenko oraz odpowiedzialnych za ruch sceniczny Witolda Jurewicza  i Marleny Bełdzikowskiej. Studenci Natalia Lisicka, Katarzyna Trzeszczkowska. Adrianna Cudnik i Robert Sanetra z pełnym oddaniem i talentem wypełnili postawione przed nimi zadanie. 


Przypomnijmy, że autorem sztuki Radosław Paczocha (rocznik 1977), znany m.in. z „Baru Babylon”, „Broniewskiego” i „Być jak Kazimierz Deyna”. „Fazę Delta” napisał w  2012 roku, przerobił ją jednak na potrzeby olsztyńskiego dyplomu. Zamiast trzech chłopaków w spektaklu występują trzy dziewczyny. 

Z „Fazy” śmiejemy się, choć tak naprawdę ciernie nam skóra, bo dziewczyny i towarzyszący im barman to nie kosmici, ale młodzi ludzie, ukształtowani przez... Chciałam napisać masową kulturę, ale to byłaby przesada. To, co wypełnia ich głowy to strzępy internetowych i telewizyjnych krótkich komunikatów, reklam, miejskich legend, rówieśniczych przesądów i mód. Mówią językiem-słownikiem, który nie wykracza poza krąg ich doświadczeń. Tym kalekim językiem nie można opisać niczego więcej. 
Jak mówił reżyser spektakl jest adresowany do młodzieży. Nauczyciele mogą go potraktować jako ostrzeżenie przed używaniem dopalaczy. Ale przede wszystkim „Faza” to kawał dobrego teatru bez sentymentalnej dydaktyki. W sposób szczery i bezceremonialny mówi, że świat jest niesprawiedliwy, że każdy przez życie idzie sam i wszystko, co zrobi może obrócić się przeciwko niemu. 

Ewa Mazgal

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB