Teatr pastelowy, czarny, brunatny

2017-10-20 12:00:00 (ost. akt: 2017-10-20 16:44:47)
Piaskun, spektakl teatru Lele z Wilna

Piaskun, spektakl teatru Lele z Wilna

Autor zdjęcia: Archiwum organizatora

W Teatrze Jaracza trwa międzynarodowy festiwal Demoludy. Obejrzałam trzy przedstawienia. Naprawdę było warto. Teatr nadal zaskakuje widzów pomysłowością, wyobraźnią i wdziękiem. Zaprasza do myślenia.

Aktorzy i muzycy z Klicperovo Divadlo przywieźli „Pianę dni” według Borisa Viana. Spektakl jest pełen wdzięku i surrealnych żartów jak w Kabarecie Starszych Panów.

Chloe, w której płucu rozwija się nenufar, kaszle niczym Dama Kameliowa. Chick, który w okularach wygląda jak młody Godard, nad wszystko przedkłada dzieła Jeana-Sol-Parta i płonie z nimi w antykwariacie. Razem z nim umiera beznadziejnie zakochana Alice. Wszystko to dzieje się na tle wspaniale zakomponowanej, poetyckiej scenografii i w towarzystwie zespołu muzycznego. Przedstawienie przypomina precyzyjnie skonstruowany mechanizm. Ale mimo wszelkich umowności i subtelnej kpiny z ludzkich uczuć i przywiązań, wzrusza. — J'adore! — jak mówią bohaterowie „Piany dni”. 


Z kolei Litwini z Wileńskiego teatru Lele pokazali coś zupełnie innego. Czesi byli pastelowi, oni byli czarni. Zresztą czarna i krwawa jest historia „Piaskuna”, postaci z niemieckiego folkloru, która zabiera małym dzieciom oczy. E.T.A Hoffmann wykorzystał ją w swoim opowiadaniu. Jest też historia o miłości do Olimpii, kobiety-automatu. Fabuła jest jednak mniej ważna (choć na pewno inspirująca), ważniejszy jest sposób w jakim na scenie aktorzy-tancerze-mimowie to pokazują.
Fenomenalna jest inwencja, z jaką łączą maski, tkaniny i sztuczne kończyny, by pokazać taniec, uwodzenie i latanie. „Piaskun” to spektakl wspaniały ruchowo, plastycznie i muzycznie, czasem przerażający intensywnością grozy. Niech żałują ci, którzy nie przyszli i nie zobaczyli.

Zobaczyć natomiast będzie można „Noc Helvera” Teatru Jaracza, spektakl w kolorze brunatnym, jeszcze świeży, zaprezentowany podczas festiwalu. To tekst Ingmara Villqista, Polaka ukrywającego się pod skandynawskim pseudonimem. Dwuosobowy dramat powstał blisko 10 lat temu, ale dzisiaj brzmi bardziej aktualnie niż wówczas. Jest to opowieść o niepełnosprawnym nastolatku i jego opiekunce Carli. On jest zafascynowany kolegami z paramilitarnych bojówek, ona opiekując się z nim, pokutuje za przewiną z czasów młodości. W ich relacji jest miłość, współczucie, litość, złość czasem przemoc, ale jest to związek, poza którym Helver — w coraz bardziej rozwścieczonym świecie — zginie.
Villqist bardzo przekonująco łączy obyczajową i psychologizującą treść z polityczna eksplozją. W dźwiękowym tle słyszymy okrzyki uczestników Marszów Niepodległości, zapowiadające śmierć wrogom ojczyzny. Jest też „Noc” popisem gry aktorskiej Ewy Pałuskiej i Radosława Jamroża. Spektakl wyreżyserował Giovanny Castellanos.
MZG

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB