Wyspiański w epoce cybercywilizacji

2017-03-08 07:36:00 (ost. akt: 2017-03-08 09:12:01)
Wyspiański w epoce cybercywilizacji

Autor zdjęcia: Teatr im. S. Jaracza

Teatr Jaracza już w sobotę zaprasza na premierę „Wyzwolenia” w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego. Jest to 66 w dziejach polska inscenizacja tego dramatu. Reżyser twierdzi, że „Wyzwolenie” jest bardziej aktualne niż kiedykolwiek.

Scena jest czarna i ogromna, powiększona o dwa rzędy. Postaci męskie spowijają czarne podbite purpurą płaszcze. Chodzą na koturnach. Kobiety występują w kolorowych zwiewnych szatach i wiankach na głowie. To niby Goplany, niby tancerki. Jedynie Konrad jest biało-czarny, współczesny. Wszyscy śpiewają i czujemy się trochę jak w Krakowie, bo jednym z autorów muzyki jest Jan Kanty Pawluśkiewicz. — Ale to nie Kraków przyjechał do Olsztyna, tylko sam Wyspiański — mówi Krzysztof Jasiński, reżyser „Wyzwolenia”. Aktor, animator kultury, założyciel Teatru Stu jest autorem 66 inscenizacji „Wyzwolenia” w Polsce. W Teatrze Jaracza wystawiono je w 1972 roku. W tamtym przedstawieniu wystąpił Jerzy Bończak.

Krzysztof Jasiński w roli Konrada obsadził Dawida Dziarkowskiego, młodego aktora, absolwenta Studium Aktorskiego, olsztyńskiej publiczności znanego m.in z roli tytułowej w „Amadeuszu”. Był to jego debiut. Zagrał również Artura w „Tangu” Mrożka — Ale rola Konrada wydaje mi się najważniejsza — powiedział na wczorajszej przedpremierowej konferencji prasowej.

Krzysztof Jasiński przekonuje, że „Wyzwolenie” to tekst jak najbardziej współczesny, a Stanisław Wyspiański to genialny artysta, który wyprzedził swoja epokę. — Przez lata był problem z odczytaniem Wyzwolenia — opowiada. — Najważniejszy jest dialog z maskami. Ja odkrywam, skąd one przychodzą, a przychodzą z ezoterycznych lektur Wyspiańskiego. Z kolei Konrad, jak wiemy, przychodzi z Dziadów, ale Wyspiański dekonstruuje Mickiewicza. Nasze „Wyzwolenie” jest wierne autorowi, ale jest jednocześnie na nowo i dogłębnie odczytane.

Reżyser przyznaje, że tekst do inscenizacji skrócił (przedstawienie trwa 2 godz.10 minut; jest też przerwa). — Skróty są niezbędne — tłumaczy. — Żyjemy przecież w cybercywilizacji. Młodzi ludzie inaczej odbierają świat, głównie przez obraz i trzeba z tego wyciągnąć wnioski. U Wyspiańskiego wszystko jest doskonale skomponowane — rytm, przestrzeń i obraz.

O artystyczny kształt olsztyńskiej inscenizacji zadbali — Bogusław Cichocki (współpraca scenograficzna), Anna Czyż — kostiumy, Tatiana Asmolkova — ruch sceniczny oraz Maria Rumińska — kierownictwo muzyczne.

Na scenie zobaczymy obok Dawida Dziarkowskiego Marzenę Bergmann, Milenę Gauer, Katarzynę Kropidłowską, Ewę Pałuską, Mariana Czarkowskiego, Grzegorza Gromka (grającego na elektrycznej gitarze) Radosława Hebala, Grzegorza Jurkiewicza, Macieja Mydlaka, Pawła Parczewskiego oraz Artura Sterankę. — Reżyser jest bardzo precyzyjny i wie, czego chce — powiedziała nam Milena Gauer, grająca w spektaklu dwie maski i harfiarkę. — To zdjęło z nas stres. Myślę, że przedstawienie przyciągnie publiczność także dzięki muzyce i barwnym kostium.

Ewa Mazgal

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB