Szkoły polskie na Warmii i Mazurach — wystawa w Domu „Gazety Olsztyńskiej”

2014-09-17 13:12:58 (ost. akt: 2014-09-17 15:27:30)
Wrażenie robią archiwalne zdjęcia dzieci i nauczycieli polskich szkół na Warmii i Mazurach

Wrażenie robią archiwalne zdjęcia dzieci i nauczycieli polskich szkół na Warmii i Mazurach

Autor zdjęcia: Przemysław Getka

— Warto, by dzieci zobaczyły, jakie kiedyś były warunki nauki — mówi Małgorzata Strzyżewska, kierownik Domu „Gazety Olsztyńskiej”, gdzie w środę (17 sierpnia) zostanie otwarta wystawa „Przyznając się do polskości”. Opowiada nie tylko o szkolnictwie na Warmii i Mazurach, ale też o życiu codziennym uczniów i nauczycieli.

Wita nas śpiew ptaków, dźwięk tradycyjnego dzwonka i dziecięcy gwar. — W ten sposób chcemy przybliżyć atmosferę wiejskich szkół, w których uczyły się przed wojną polskie dzieci — tłumaczy Małgorzata Strzyżewska, kierownik Domu „Gazety Olsztyńskiej”, oprowadzając nas po wystawie „Przyznając się do polskości. Szkoły polskie na Warmii i Mazurach”. — Dlatego rolę gablot pełnią stylizowane ławki. Ale w naszej zaaranżowanej na potrzeby wystawy klasie są autentyczne eksponaty. Należy do nich między innymi szafa ze szkoły w Chaberkowie, czy dzwonek z Jarot.

Ile wtedy zarabiali nauczyciele?
Wystawę otwiera eksponat ponury. To tabliczka z wypisanym gotykiem słowem „Pollack”. — Było to obraźliwe określenie — tłumaczy muzealniczka. — Tabliczkę musiało nosić dziecko, które rozmawiało w szkole po polsku. A w Prusach Wschodnich na początku XX wieku było to źle widziane.

Polskie szkoły powstały dopiero po wydaniu w 1928 roku ordynacji dotyczącej szkół dla mniejszości polskiej. Na wystawie jest oryginał dokumentu, w którym czytamy, że placówki mogą powstać tam, gdzie są osoby „które przyznawają się do polskości”. I tak założono na Warmii 15 szkół, a na Mazurach jedną — w Piasutnie.

Zdjęcia na wystawie pokazują uczniów w sytuacjach oficjalnych, ale też na lekcjach gimnastyki, podczas prac w szkolnym ogródku, na inscenizacji jasełek czy na harcerskiej zbiórce. Małgorzata Strzyżewska pokazuje też fotografię grupy roześmianych dzieci na śniegu. Są też zdjęcia ich nauczycieli podczas towarzyskich spotkań przy stole, czy przed wiejskimi domami. Na wystawie można się dowiedzieć, ile zarabiali. Inną pensje otrzymywał nauczyciel kawaler, inną żonaty, inną nauczycielka.


***

Elementarz i świadectwo śmierci
Na wystawie jest „Toruński elementarz polski”, z którego uczyły się dzieci, ich zeszyty i dzienniki ze szkoły w Giławach. Są też prezentacje komputerowe — do czytania i do słuchania. — Zainteresowani mogą zapoznać się z historią polskiego szkolnictwa — tłumaczy Strzyżewska. — Mamy chyba najbardziej kompletne informacje na ten temat. Polecam też wysłuchanie wspomnień uczniów i nauczycieli polskich szkół.

Ich los był często tragiczny, czego dowodzi świadectwo śmierci Józefa Grotha, przysłane rodzinie w 1942 roku w Dachau czy portret pośmiertny Ryszarda Knosały, który zmarł w lutym 1945 roku w Dachau. Jest też jego opaska obozowego tłumacza. Na czarnej materii napis informuje, że tłumaczył z czeskiego i angielskiego.

— To byli bardzo dzielni ludzie — mówi Strzyżewska. — I to zarówno rodzice, którzy posyłali dzieci do polskich szkół, jak i nauczyciele. Otoczenie wrogo się do nich odnosiło. Rodzice często tracili pracę, dzieci bywały bite. Wielu nauczycieli przyjechała na Warmię z Polski. Porzucili swoje domy, pracowali w trudnych warunkach. Szkoły mieściły się przecież w izbach wynajętych u gospodarzy. To byli ludzie z poczuciem misji. A gdy wybuchła wojna, wielu z nich zginęło.

MZG

Komentarze (8) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. olsztyniak 55 #1562515 | 46.113.*.* 20 lis 2014 09:12

    Pamiętam tylko sąsiadów z 1968 i ich wyjazd do Izraela i lata 70 ul.Warszawska baraki i wyjazd znajomych do Niemiec.Czy to przypadek?.Pierwsi 68 zwani nie inaczej jak żydami,drudzy szwabami.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Krzysiek #1490173 | 83.6.*.* 21 wrz 2014 19:19

    Zgadzam się Panie Marianie! Polska delegacja zażądała w Wersalu, żeby udział w plebiscycie mogły brać nie tylko mieszkańcy, ale też osoby urodzone w Prusach Wschodnich, które wyjechały. Wyzwolenie jest wtedy jak zniewolony czeka na wolność a tutaj nikt na Armię Czerwoną i Polskę nie czekał. W plebiscycie było 96% za pozostaniem w Rzeszy. Gdyby to był wynik oszustw, to za pozostaniem głosowałoby 50% z hakiem. W wyborach z listopada 1932 r. NSDAP miała największą przewagę głosów właśnie w południowych Prusach Wschodnich i to w powiatach przygranicznych, gdzie odwbywał sięplebiscyt

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Marian #1487490 | 79.191.*.* 18 wrz 2014 13:16

    Skoro musieli lub chcieli wyjechać to na nic im te walki ostatecznie były. Opór wobec narodowego socjalizmu jak najbardziej rozumiem (chociaż to właśnie po 33 roku nastąpiła znacząca poprawa stosunków polsko-niemieckich), ale żadne plebiscytowe agitacje i szykowanie dywersji (pieniądze płynęły głównie przez Bank Ludowy w Szczytnie, zresztą o całej sprawie pisał prof. T. Oracki nazywając pracownika banku - Niemca, który to odkrył "zdrajcą sprawy polskiej" tak jakby to była jego sprawa :-). Warszawa chciała tutaj zrobić kolejne powstanie śląskie, czyli wywowłać wojnę domową, bo na Śląsku bardzo często członkowie jednej rodziny strzelali do siebie po dwóch różnych stronach. Dlatego nie mam szacunku dla tych bojowników. Ponadto to takie same "Ziemie Odzyskane" jak i "wyzwolenie". W historiografii polskiej nie używa się już tych terminów komunistycznej propagandy, ale prawidłowo mówi się o "Ziemiach Pozyskanych" lub "Przyłączonych" oraz o "zdobyciu przez Armię Czerwoną".

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. x #1487111 | 178.235.*.* 17 wrz 2014 21:47

    Wielcy wojownicy o polskość majątków nie mieli przed, jak i w czasie wojny. Przed wojną byli Polakami a po wojnie, w/g władzy ludowej i nowych sąsiadów osiedleńców, Szwabami. Jako element niepewny wysiedlano lub próbowano ich wysiedlić do Bisztynka, Jezioran. Część z nich rzeczywiście wyjechała na zachód. Niektórzy oddali swoje domki, np w Pluskach, za paszport. Po wyjeździe, w RFN byli Wasser Pollack. Zawsze tak będzie jak się miesza ludność. Warmia, Litwa, akcja Wisła, teraz Ukraina. Władza ludowa też się starała by na Ziemiach Odzyskanych do jednego gospodarstwa wsadzać Wilniuka, Centalaka, Ukraińca. Wtedy wiedzieli co kto mówi, jakie jest polityczne zaangażowanie.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. NON #1487102 | 212.67.*.* 17 wrz 2014 21:42

    Panie Marianie niech Pan się lepiej nie odzywa i nie zabiera głosu w sprawie na której Pan się nie zna ale coś tam gdzieś Panu brzęczy w głowie. Śmieszne!!

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  6. Marian #1486774 | 83.9.*.* 17 wrz 2014 14:19

    Każda mniejszość powinna mieć zagwarantowane prawo do nauki we własnym języku i pielęgnowania własnej kultury, ale 1) cały czas szerzy się propagandę jakoby tutaj prawie sami Polacy przed wojną mieszkali, po 2) radzę przeczytać obszerną pracę polskich naukowców, wojskowych o organizowaniu przez Warszawę dywersantów w południowych Prusach Wschodnich. Dlatego należy zadać pytanie dlaczego ci wielcy bojownicy o polskość mogli zachować w czasie wojny swój majątek, np. pokaźne nieruchomości w Olsztynie i dlaczego oni sami i ich potomkowie tak chętnie wyjeżdżali na stałe do RFN? Odpowiedź: bo byli obywatelami niemieckimi i w pierwszej kolejności byli winni lojalność swojemu państwu a nie organizowaniu plebiscytów i innych wybryków.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)